oj działo się...... działo......
Dnia 17 lutego 2008 roku Marcin Skrzypczak wraz z przyjaciółmi był na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej w Ślesinie (na północ od Konina). Do konkursu zakwalifikowanych zostało piętnastu wykonawców z całej Polski.
I tak, jury w składzie: Jan Poprawa - przewodniczący, Robert Kasprzycki oraz Tomek Hernik postanowiło przyznać trzy równorzędne nagrody:
Łukaszowi Majewskiemu, http://www.lukaszmajewski.pl
Zespołowi Drużyna Wawżyna, http://www.druzynawawrzyna.prv.pl/
Marcinowi Skrzypczakowi
oraz Grand Prix duetowi żeńskiemu z Turku
Wyjątkowość tegoż festiwlu polegała na "spotkaniu", które miało miejsce we wspomnianym Ślesinie. Wszystko za przyczyną organizatora festiwalu Kamila Wasickiego. Owe spotkanie dusz, jakże niepoetyckich (być może Wichra i Majstra) oraz poetyckich (kto wie... Łukasza, Drużyny Wawżyna, Skrzypczaka "Struny" - prawdopodobnie ich wszystkich razem wziętych:))
Aby wyjaśnić niepoetyckość, a może wręcz przeciwnie, poetyckość człowieczego spotkania, wydaje się, że należałoby ją najpiękniej, jak tylko to możliwe ukazać. O tym opowiedzą nam zdjęcia festiwalowe ;)

Łukasz zawsze wygląda na scenie bardzo groźnie - to przeszywające spojrzenie, które nabywa artysta u szczytu formy, a mówiące: "Jaki teraz będzie akord???"
Skrzypczak natomiast - nie wiadomo czemu - już od samego początku swego występu krzątał się po scenie, powtarzając w myślach słowa utworu, który wykonywał. Tym razem nie był potrzebny obklejony futerał z tekstami. Okazało się, że nowo powstałe Ślesińskie Centrum Kultury posiada rzutnik.

Trzech laureatów OFPA
Z prawej strony przemile uśmiechający się Andrzej Wawrzyniak, założyciel i ojciec "Drużyny Wawrzyna".
Ośmielając się ocenić festiwal, trzeba przyznać, że organizator i główny prowodyr całego zdarzenia, Kamil Wasicki przygotował wspaniałą imprezę kulturalną w nowo powstałym Centrum Kultury, które robi ogroooomne wrażenie! Potwierdził to także krytyk muzyczny młodego pokolenia Leszek Stosik, który zwiedził już niejeden festiwal i niejeden dom kultury już widział.
Leszek Stosik w swej niebanalnej i gustownej koszuli, którą zawse bdziemy pamiętali.
.jpg)
Powyżej widzimy pożegnalne zdjęcie z właścicielami gospodarstwa agroturystycznego (po lewej), którzy nas wspaniale ugościli oraz z Kamilem Wasickim (po środku) organizadorem festiwalu. W tym momencie następują serdecznie pozdrowienia dla Magdy z Leszna, Agnieszki z Turku i jej dzielnej kompanki Oli, dla której Wicher nie miał litości.
Wydawałoby się, że to już koniec przygód i jak w każdej opowieści powinien nastąpić smutny powrót do domu. Jednakże mając przy sobie tak nietuzinkowych kompanów, jak Wicher (czyt. Leszek), Majster (czyt. Piotr) i Łukasz normalna podróż powrotna do domu nie może być normalna. Bez wątpienia najciekawszą częścią powrotu była postać samego Majstra, który - jak się okazało - ostatecznie wygarnął światu wszystko, co mu na żołądku leżało. Majster to człowiek netuzinkowy i jak przystało na rdzennego mieszkańca ludności syberyjskiej, swój ból egzystencji ujawniał w najprostszy, ale zarazem jakże oryginalny sosób, absorbując przy tym całą otaczającą go rzeczywistość. Z każdym nierównym oddechem, obłędnym spojrzeniem, pokracznym krokiem w kierunku uwolnienia się od Szamana Majster wkraczał w bliżej nieokreślony stan nirvany? Odzielając umysł od ciała, uwalniając swego ducha z ciasnoty tego świata wracał do korzeni.
.jpg)
zamyślony... oddalony... nasycony... dokąd tak można